Sade - Soldier Of Love PDF Drukuj Email
Płyta tygodnia
wtorek, 16 lutego 2010 16:02

 

alt

 

Sade Adu. Trudno jest znaleźć drugą wokalistkę o głosie tak charakterystycznym, w każdej frazie czarującym swoją aksamitną zmysłowością, ujmującym elegancją i delikatnością. O głosie tak zjawiskowo kobiecym. Mógłbym właściwie rozpływać się nad tym przez kilkanaście kolejnych zdań, ale nie napisałbym niczego, czego nie było wiadomo już wcześniej. Do rzeczy.

Po dziesięciu latach od wydania świetnego (cóż, Sade nagrywa tylko takie albumy ;)) "Lovers Rock", nigeryjsko-brytyjska wokalistka raczy nas kolejną płytą. "Soldier Of Love", bo taki tytuł nosi ten krążek, to ponad 40 minut refleksyjnych, kojących brzmień.
Nie będzie w tym cienia przesady, jeśli stwierdzę, że jest to płyta do słuchania w pościeli a nie do chodzenia ze słuchawkami po mieście. Żeby docenić wszystkie jej smaczki, trzeba się po prostu zrelaksować i w spokoju wsłuchać, zatopić się w dźwiękach i skupić tylko na nich. Inaczej można potraktować ją jak muzykę tła - taką, która w niczym co prawda nie przeszkadza, ale i z której nic szczególnego nie wynika - ot, leci sobie. A to wielki błąd. "Soldier Of Love", tak jak poprzednie wydawnictwa, nosi w sobie olbrzymi ładunek emocjonalny, który trzeba po prostu odkryć i wydobyć spomiędzy wierszy. Taka mała, ale uczciwa transakcja - słuchacz poświęca płycie odrobinę uwagi i skupienia, w zamian za co ta, rozkwitając, odsłania przed nim swój naturalny blask. I cieszy ucho przez długi, długi czas. Opłaca się.

A że mimo wszystko nie jest to kamień milowy, muzyczne objawienie, drugie "Diamond Life"? Hm, tak, no. Proszę sobie wyobrazić: połowa lat osiemdziesiątych. Wtedy się działy takie historie. Teraz już się nie dzieją ;)


pit