“Nie ma piękniejszych kobiet od siatkarek”, czyli słów kilka o siatkówce

54f95a6a001c3_o

 

Siatkówka to sport znany przede wszystkim z transmisji telewizyjnych meczów polskiej reprezentacji. Bardziej zagorzali kibice potrafią również podać kilka nazwisk siatkarzy plażowych. W Trójmieście znamy przede wszystkim sopockie “Atomówki” czy męską drużynę Trefla Gdańsk, natomiast niewiele osób słyszało kiedyś o siatkarskiej sekcji Stoczniowca Gdańsk. “Stocznia” gra obecnie w II lidze siatkarzy, a w zeszłym tygodniu pokonała ówczesnego lidera rozgrywek Olimpię Sulejów 3:1. Po spotkaniu o rozmowę poprosiłem atakującego Stoczniowca Gdańsk Mateusza Ziębę.

 

Kiedy i jak rozpoczęła się twoja przygoda z siatkówką? Czy była ona twoją pierwszą dyscypliną sportu? Co skłoniło Cię do grania w siatkówkę?

Wszystko zaczęło się w podstawówce na lekcjach WF-u, tak samo jak inne sporty. To było około 15-18 lat temu, a wtedy grało się we wszystko – siatkówka, piłka nożna i kilka innych sportów, więc nie mogę powiedzieć, że była to moja pierwsza dyscyplina sportu. Do siatkówki przekonałem się dopiero w liceum na tzw. SKS-ach u trenera Matwiejczuka. To on zaraził mnie pasją do tego sportu.

 

Który rodzaj siatkówki preferujesz? Czy lepiej gra Ci się na hali czy na plaży?

Zdecydowanie wolę siatkówkę plażową, a to z tego względu, że mam zaledwie 186 cm wzrostu, co w połączeniu z pozycją atakującego, na której gram  często wywołuję uśmiech na twarzy.  Takie tzw. „krasnale” jak ja częściej grają na pozycji rozgrywającego lub libero. Stąd preferuję plażówkę, w której słabe warunki fizyczne można  nadrobić doświadczeniem i sprytem.

 

Jak często trenujesz i jak często rozgrywasz mecze ligowe/turniejowe?

W trakcie sezonu praktycznie każdy tydzień wygląda tak samo:  4 treningi od poniedziałku do czwartku, dzień odpoczynku i mecz ligowy w sobotę. Po meczu odbywa się trening mentalny, który zazwyczaj prowadzę . Natomiast w niedzielę jak przykazano odpoczywamy.

 

Kto jest twoim siatkarskim idolem?

Bez wątpienia jest nim Tomasz Maziarek, być może nie jest to najbardziej znany polski siatkarz plażowy, jednakże w mojej opinii jego umiejętności  oraz  przede wszystkim szacunek jaki okazuje po każdy zwycięstwie swoim przeciwnikom zasługują na olbrzymi podziw. Tomasz również jest „krasnalem” i tak jak ja gra jako blokujący w swojej parze, jednak  dzięki swojemu doświadczeniu jest zdecydowanie bardziej skuteczny ode w tym  elemencie, właśnie dlatego przy każdej okazji staram się Go obserwować i uczyć od tego wybitnego siatkarza. Właśnie dlatego chciałbym być jak Tomasz Maziarek.

 

Jakie są twoje marzenia związane z uprawianiem siatkówki? Jakie są cele drużyny GKS Stoczniowiec Gdańsk w obecnym sezonie?

Największym marzeniem jest wytrzymanie do końca „kariery” bez poważnych kontuzji. Jeżeli chodzi o wyniki jakie chciałbym osiągnąć to moim celem jest wystąpienie w meczu finałowym turnieju siatkówki plażowej liczonego do rankingu PZPS, a takim bardziej realnym marzeniem jest wyciśnięcie 200 kg na pełen przysiad (śmiech). Celem naszej drużyny jest awans do baraży o pierwszą ligę.

 

Odkładając na bok skromność, co uważasz za swój największy sukces w historii swoich występów siatkarskich?

Mój największy sukces siatkarski miał miejsce w zeszłym sezonie na turnieju siatkówki plażowej na boiskach Monta Beach Volley Club w Warszawie, był to jedyny mecz w mojej karierze (a było ich kilka), w którym pokonałem mojego idola Tomasz Maziarka.

 

Czy mógłbyś przytoczyć jakąś ciekawą bądź zabawną sytuację, która przydarzyła Ci się w trakcie gry w siatkówkę?

W trakcie mojej przygody z piłką siatkową było wiele różnych zabawnych przygód. Wolałbym jednak nie opowiadać ich na łamach Internetu, bo większość nie nadaje się do publikacji.

 

Jak zachęciłbyś naszych słuchaczy do uprawiania siatkówki?

Dzięki trenowaniu siatkówki można poznać wielu bardzo ciekawych ludzi, a poza tym nie ma piękniejszych kobiet od siatkarek i bardziej atrakcyjnych mężczyzn od siatkarzy (śmiech).

 

Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę wielu sukcesów w swojej przygodzie z piłką siatkową zarówno na plaży jak i na hali.

mateusz-zieba